Gdy liczby nie oddają cierpienia
Nasz Klient uczestniczył w wypadku komunikacyjnym, w wyniku którego doznał złamania nasady dalszej kości promieniowej ręki prawej z przemieszczeniem odłamów, urazu nosa, stłuczenia klatki piersiowej z krwiakiem podskórnym po zapiętym pasie bezpieczeństwa, otarć naskórka twarzy oraz stłuczenia nogi. Bezpośrednio po zdarzeniu stracił na chwilę przytomność i został przewieziony przez zespół ratownictwa medycznego do szpitala.
Złamanie okazało się na tyle poważne, że konieczna była operacja i hospitalizacja na oddziale chirurgii urazowo-ortopedycznej. Po wypisaniu ze szpitala rozpoczęła się długa droga powrotu do sprawności: codzienna rehabilitacja (z wyjątkiem weekendów i przerwy na drugą operację), w sumie 30 wizyt u rehabilitanta, a przy kolejnych kontrolach lekarze wciąż stwierdzali ograniczenie rotacji przedramienia, niepełne zgięcie i wyprost nadgarstka oraz bolesność blizny pooperacyjnej. Wypadek odcisnął piętno nie tylko na ciele – Klient przez wiele miesięcy korzystał również z regularnego wsparcia psychologa.
Biegły ocenił trwały uszczerbek na zdrowiu na ok. 5% – i to właśnie ta liczba stała się dla ubezpieczyciela pretekstem do zaproponowania rażąco niskiego świadczenia.
Jak działał ubezpieczyciel
Towarzystwo ubezpieczeń, do którego zgłoszono szkodę, w pierwszej decyzji przyznało Klientowi łącznie zaledwie 13 564,80 zł – z czego 12 400 zł tytułem zadośćuczynienia i 1 164,80 zł tytułem zwrotu kosztów opieki osób trzecich. Dopiero po naszej reklamacji ubezpieczyciel zgodził się dopłacić kolejne 1 400 zł, podnosząc łączne zadośćuczynienie do 13 800 zł.
To wciąż była kwota rażąco nieadekwatna do tego, co przeszedł nasz Klient: dwóch operacji, tygodni unieruchomienia, miesięcy rehabilitacji i wsparcia psychologicznego. Niski procent trwałego uszczerbku, wyliczony przez biegłego, nie oddawał realnego cierpienia, bólu i ograniczeń, z jakimi mierzył się Klient przez cały ten czas.
Dlatego poszliśmy do sądu.
Efekt walki w sądzie
Konsekwentnie argumentowaliśmy, że wysokość zadośćuczynienia nie może być sprowadzona wyłącznie do procentowego uszczerbku na zdrowiu – musi uwzględniać całokształt cierpień fizycznych i psychicznych, przebieg leczenia, konieczność dwukrotnej operacji oraz długotrwałość rehabilitacji.
Sąd w pełni podzielił nasze stanowisko i zasądził na rzecz Klienta:
- dodatkowe zadośćuczynienie w kwocie 33 700,00 zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie,
- dodatkowe odszkodowanie w kwocie 4 286,45 zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie.
W efekcie łączne zadośćuczynienie wzrosło z 13 800 zł wypłaconych dobrowolnie przez ubezpieczyciela do 47 500 zł – czyli o ponad 240% więcej, niż ubezpieczyciel był skłonny zapłacić bez walki w sądzie. Uwzględniając również dodatkowe odszkodowanie, łączna wartość świadczeń uzyskanych dla Klienta w tej sprawie przekroczyła 52 000 zł.



